O książce słabej

Jakiś czas temu napotkałem zapowiedź książki, która od razu mnie zainteresowała. Nie tylko dlatego, że miała zostać wydana przez Studio Astrologii, a książki tego wydawnictwa czytam i – jeśli zasługują na to, to je polecam. Robię tak z resztą ze wszystkim. Kupuję, testuje, wyrażam opinię, często polecam. Kiedy zatem zobaczyłem książkę młodego, polskiego autora Grzegorza Glinki pod tytułem “Narzędzia rozwoju osobistego” byłem niezwykle zadowolony.

Narzedzia-rozwoju-osobistego-Grzegorz-Glinka-MW

Po pierwsze bo Polak, po drugie, że dzieli się swoimi doświadczeniami, po trzecie, że opisuje narzędzia rozwoju – a jak wiecie, cenię w książkach praktyczność zawartej w nich wiedzy. Zatem jak tylko była dostępna książkę nabyłem. Nie miałem czasu od razu się nią zająć, zatem trafiła na mój stosik (obecnie około 700 książek na nim czeka).

Korzystając ze świątecznego wolnego czas sięgnąłem po nią, by poszukać inspiracji, a przede wszystkim, aby coś dobrego o niej napisać i zachęcić do przeczytania. Tak się jednak nie stało, gdyż książka po prostu okazała się słaba. Do tego stopnia słaba, że jako osoba, która czyta dużo i w temacie rozwoju osobistego jest od lat parunastu, po prostu we mnie zawrzało.

Dlaczego?

Ano dlatego, że czytamy mało. I ktoś może – kto mógłby “zarazić się” rozwojem osobistym nabędzie owe dzieło i stwierdzi, ale kit. Niemnie, rozciągnie swoją opinię na całość tej fajnej dziedziny. Poruszony tym faktem, w poczuciu obowiązku, napisałem krótką ocenę – jak zaznaczam w pełni subiektywną. Zacytuję:

Ta książka dowodzi, że każdy może dziś książkę napisać. Jak to zrobić? Wziąć około 10 innych książek poświęconych rozwojowi osobistemu i opisać koncepcje w nich zawarto. Dodać do tego garść mniej lub bardziej prawdziwych własnych doświadczeń i gotowe. Autorowi nawet nie chciało się, aby podczas etapu redakcyjnego zadbać o spójność treści, zatem książka nie stanowi spójnej kompozycyjnie całości, ale przede wszystkim często treści wykluczają się wzajemnie. Nie polecam.

Każde z napisanych słów podtrzymuję, choć raz jeszcze podkreślam. To opinia moja, jako nabywcy, jako czytelnika, jako autora bloga.

Nie spodziewałem się jednak tego, że autor, który jeden z rozdziałów swojej książki poświęca ego i prezentuje się na osobę pokorną, zaszczyci mnie korespondencją przez messengera, którą pozwalam sobie zacytować:

glinka

Brak klasy? Chamstwo? Zapewne.

Ale odpowiedz sobie na pytanie – czy od kogoś takiego można się czegoś nauczyć? Czy to jest właściwy poziom nauczyciela rozwoju duchowego?

W mojej opinii nie.

I właśnie dlatego, aby przestrzec Cię przed tym nauczycielem, napisałem ten post.

Do usłyszenia.

 

PS. Życzenia oczywiście przyjmuję i odwzajemniam, z tą korektą jednak, aby wspomniana maść autorowi nie była potrzebna.

 

2 Responses

  1. naczynsky
    | Odpowiedz

    Wiele jest osób, które zakładają zaledwie maski – przypisując sobie tym samym świadomość na poziomie “oświecenia”. Już teraz można zobaczyć jak ludzie budują swoje ego z innej perspektywy manipulując prawdą na swój temat. Ktoś, komu zwiększyła się troche świadomość myśli, że to jest ostateczny stan. Smutne, a zarazem przerażający przykład tego, jak zabija się dobre i potrzebne rzeczy. Należy robić swoje i się nie przejmować. Dziękuje za ten post. Gość lepiej niech uważa na karmę bo Gaja się oczyszcza i wraca do ludzi szybciej. Wszystkiego najpiekniejszego życzę i zachęcam do współpracy z IG “ejsluchaj”.

    Rafał.

    • Michał J. Bagiński
      | Odpowiedz

      Dziękuję Rafał za Twój komentarz. Z chęcią porozmawiam o współpracy. Zapraszam do kontaktu.

Dodaj komentarz